piętą achillesową. – Uciekła wzrokiem do wody basenu, czystej, turkusowej.

Od tego czasu nie dała znaku życia.
nadgryzionych okładkach, gryzonie ich nie oszczędziły.
– Wal.
gdy jej powiedziałam, że kiedyś skakałam ze skał do morza.
Ale i tak wyczuwał smugę zapachu jej perfum.
Teraz także musi to zrobić.
A co to za pomysł? Wiedziałaś, w co się pakujesz, wychodząc za pracoholika.
Rozdział 21
Samochód mknął przez ciemną noc.
Poprzez oszalałe bicie swego serca usłyszał odgłos kroków, stóp uderzających o
– Więc co mam zrobić?
– Słucham? Co? – Serce waliło jej jak szalone, miała ręce mokre od potu. Wiedziała, że
– Bentz – rzucił zaspany, niewidzącym wzrokiem wpatrzony w walkę na ekranie.
przystojny kolega z zajęć z literatury angielskiej. I to bardzo dobrze. Wystarczy, że będzie
www.maszynadoszycia.net.pl

– Może wreszcie to się skończy. Chwila ciszy w słuchawce.

- Nie wiem. Była wściekła. - Na co? - naciskała Caitlyn. - Na cały świat. Na mnie. Na Lucille, na wszystkich. - Berneda machnęła lekceważąco ręką. - Wiesz, jaka ona jest. Uparta. Tak jak ojciec. Nie wiem... nie wiem nawet, czy wie już o Joshu, ale na pewno się dowie. - Spojrzała na zegarek. - Na pewno powiedzą w wieczornych wiadomościach. Myślę, że powinniśmy je obejrzeć. Caitlyn nie miała najmniejszej ochoty patrzeć, jak reporterzy roztrząsają, analizują, wyjaśniają i snują hipotezy dotyczące śmierci jej męża. Ale musiała. Wcześniej czy później trzeba zmierzyć się z prawdą o śmierci Josha. Jutro, ani nawet za kilka dni, wcale nie będzie łatwiej. Rozdział 8 Prawdziwe świry. Szalony kapelusznik to przy nich betka. - Sylvie weszła do gabinetu Reeda, roztaczając zapach piżmowych perfum i niedawno wypalonych papierosów. Poszła do domu sprawdzić co u dzieci i najwyraźniej znalazła nową nianię, wróciła więc na posterunek. - O kim ty mówisz? - O Montgomerych, a niby o kim? Pieprzone świry! - Oparła się o parapet i objęła rękami. - Pieprzone? - Staram się hamować. - Przewróciła wymownie oczami. - Mam dzieciaki w wieku siedmiu i trzech lat. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak przeklinasz, dopóki przekleństwa nie wracają do ciebie, wypowiedziane niewinnymi ustami dzieci. Tak, to prawda. Któregoś dnia zmywam naczynia, dzieciaki siedzą w dużym pokoju, tuż obok. I słyszę, jak Toby zwraca się do siostry: pierdolony kutas... pewnie słyszał, jak mówiłam o jego ojcu. - Sylvie wzruszyła ramionami. - Priscilla roześmiała się i powiedziała mu, że jest głupi, bo dziewczynki nie mogą być kutasami i że nie mówi się pierdolony tylko pierdolony... No, rozumiesz, o co mi chodzi - wykrzywiła usta. - Powiedziałam im, żeby przestali, ale wtedy Priscilla wytknęła mi, że ja też się wyrażam, więc wszyscy zawarli-śmy umowę. Za każde przekleństwo wrzucamy do świnki ćwierćdolarówkę... Nie patrz tak na mnie! - Nic nie rozumiem. Do jakiej świnki? - No, do świnki skarbonki. Zapomniałam, że żyjesz na innej planecie. - O czym ty mówisz? - Nieważne. Nie masz dzieci, nic nie rozumiesz. Chodzi o to, że nie powinnam była się na to zgodzić. Teraz nie odstępują mnie na krok i tylko czekają, kiedy coś pier... powiem. Cholera! O, nie... - Przewróciła oczami. - Wygląda na to, że uda mi się w tym roku nazbierać tyle pieniędzy, że starczy dla całej rodziny na wycieczkę do Disneylandu. Odchylił się na krześle, aż zatrzeszczało. - Zaczęłaś coś mówić o Montgomerych. - Ja nie mogę! - potrząsnęła głową. - Tyle świrów. Całe pokolenia. I do tego tyle wypadków. Wypadki na polowaniach, na łodzi, w samochodzie, afery, skandale... Jerry Springer miałby niezłą pożywkę. Jak w jakiejś pier... pieprzonej operze mydlanej! Wiedziałeś, że istnieje jeszcze drugi pień drzewa rodowego Montgomerych? I nie chodzi tu o jednego czy dwóch bękartów. Nie, to jakieś zboczenie!
Zaparkowała wiekowego pikapa i ruszyła w stronę Trzeciego Oka. Po drodze mijała butik
- Reed. - Mówi Bell, zastępca szeryfa w St. Simons. Chciał pan, żebym zadzwonił, gdy ustalimy tożsamość tej kobiety, którą wyciągnęliśmy z wody na północy wyspy. Reed skręcił w lewo i czekał w napięciu. - Tak, zgadza się. - To Rebeka Wade. Zidentyfikowano ją na podstawie dokumentacji stomatologicznej. - Wiadomo, kiedy zginęła? - Trochę już przeleżała w wodzie. Kilka tygodni lub miesięcy. Jeszcze nie ustaliliśmy. - Przyczyna śmierci? - Wciąż nad tym pracujemy. Jak tylko dostanę raport z autopsji, to przefaksuję go panu. Ale jest jeszcze coś dziwnego - dodał poważniejszym tonem, zwiastującym kolejne złe wieści. - Chyba powinien pan o tym wiedzieć. Nie zdążył przyhamować i wpadł w zakręt z piskiem opon. - Niech pan strzela. - Jak mówiłem, jej ciało jest w kiepskim stanie... ale lekarz zauważył coś dziwnego, wspomni o tym w raporcie. Wygląda na to, że odcięto jej język. Reed zacisnął szczęki. Ścisnął mocniej kierownicę. - A nie zrobiło tego jakieś drapieżne zwierzę? - Raczej nie. Lekarz mówi, że język został równo odcięty, zawinięty w folię i włożony do jej torebki. To jedyna rzecz, którą miała w torebce. Własny język zawinięty jak pieprzona kanapka z szynką. Przed domem pozwoliła mu się pocałować. To był jej pierwszy błąd. Drugim było zaproszenie go do domu na drinka. A trzecim pragnienie, by się z nim kochać. Świat jej się walił i rozpaczliwie pragnęła poczuć się bezpieczna w ramionach Adama. Poczuć, że żyje, gdy wokół wszyscy po kolei umierali. Siedzieli na kanapie, popijając drinki - ona cosmopolitana, a on whisky z lodem. - Chyba mu się nie podobam. - Adam wskazał brodą Oskara. Pies leżał w przejściu i nie spuszczał oka z Adama. - Nie jest przyzwyczajony do gości. - Ale rozpoznaje Kelly? Caitlyn westchnęła, zastanawiając się, czy dobrze zrobiła, opowiadając mu o siostrze. - Chciałbyś z nią porozmawiać? - Świetny pomysł. - Poczekaj. - Poszła do kuchni, Oskar za nią. Znalazła torebkę, wyjęła telefon i wróciła do salonu. Adam siedział rozciągnięty na poduszkach w rogu kanapy. Włosy miał lekko zmierzwione, na twarzy pojawił się cień zarostu, długie nogi wyciągnął pod stolikiem. Poważnym spojrzeniem śledził każdy jej ruch, gdy usiadła obok niego i zaczęła wystukiwać numer Kelly. - Może nie być w domu. - Na pewno. - Mówię poważnie... - Caitlyn odczekała chwilę, włączyła się sekretarka.
easy to get unitedfinances need 1000 dollars from reputable company

pędów bambusa, a w tle grała cicha japońska muzyka. – To dopiero była niezła sztuka, mówię

ekskluzywne prezenty gwiazdkowe. Przed laty znaleźli producenta takich wstążek, sprawdzili
jednak ją słyszał, i to dwukrotnie.
przyczepiona łańcuchem tabliczka: „Uwaga, zły pies”.
nowa matryca stawek VAT

Przeleżała w szpitalu pięć dni i lekarze zgodzili się ją wypisać. Czy jej się to podoba, czy nie, musi zacząć nowe życie. Jako jedna osoba. Żadnego rozdwojenia... taką przynajmniej miała nadzieję. Adam większość czasu spędzał w szpitalu. Powtarzała mu, żeby poszedł do domu, ale nie miała serca go wyrzucać, chociaż przemknęła jej taka myśl przez głowę.

Uwierz mi, nie chciałabyś, żeby Bledsoe zbliżał się do ekspresu.
laboratorium. Choć był zawalony robotą, poświęcił sporo czasu na przebadanie zdjęć i aktu
i z tych czternastu dni w szpitalu nie pamiętał niczego.
mmpersonalloans offer special deal quick loans for bad credit fast online lender